replica watches fake rolex fake rolex replica watches swiss rolex watches online.
RADYKALIZM (?) W METADIECIE

RADYKALIZM (?) W METADIECIE

Droga Alicjo, Drodzy Sympatycy i Krytycy Metadiety!

Moją książkę i blog dedykuję wszystkim tym, którzy są zmęczeni długoletnią „współpracą” ze służbą zdrowia, nie tylko w Polsce. Osobom przerażonym chronicznym bólem, który zdominował ich życie, pacjentom poirytowanym ignorancją lekarzy, a także osobom zawiedzionym brakiem porozumienia między medycyną konwencjonalną, ludową, a medycyną wschodu.

Na blogu przedstawiam pomysł na wyjście z chorobowego impasu i poszukiwania dla utrzymania obecnego, zadowalającego mnie stanu zdrowia. Wzorem wielu starożytnych mędrców odpowiedzi poszukuję w diecie, szczególnie takiej, która nie obciąża swoimi składnikami organów wewnętrznych i powstaje na bazie świeżych produktów poddanych krótkiej obróbce termicznej. Dobierając produkty kieruję się przede wszystkim dobrym samopoczuciem, jakie mam po ich zjedzeniu. Innymi słowy, nie jadam produktów/potraw, po których źle się czuję. Jest to dla mnie oczywiste i uważam, że zachowuję w tym zdrowy rozsądek. Nie przywiązuję przesadnej wagi do artykułów z certyfikatem BIO, aczkolwiek kiedy mam okazję takowe kupuję. Regularnie czytam etykiety, gdyż lubię wiedzieć czy dany produkt jest dla mnie wskazany i jaką ma wartość odżywczą. To trochę tak, jak tankując diesla uważamy, by nie wlać w niego benzyny…

Wiem, że w osiąganiu wymarzonego celu, w tym przypadku powrotu do zdrowia, potrzebna jest konsekwencja. Szybko, bo już po paru tygodniach od całkowitego wyeliminowania przetworzonej żywności ustępuje chroniczny ból, nikną opuchlizny, zmniejszają się stany zapalne, a nawet się cofają. Czujemy przypływ energii, gdyż teraz przemieszcza się ona czystszymi kanałami…Nasz organizm jest samo leczącą się kliniką i każdy, kto przeszedł przez mordęgę naszych szpitalnych procedur, obojętności i niedopatrzeń, będzie chciał utrzymać ten nowy stan samopoczucia na zawsze i to za wszelką cenę…Ja tak właśnie postępuję.

Jakiś czas temu, po przeczytaniu książek Collina T.Campbella, Paula Pitchforda, Davida Servan-Schreibera i wielu innych zrozumiałam, że procesy naprawcze, które są wpisane w nasze DNA, dokonują się każdego dnia, o ile nie niszczymy tego mechanizmu, jedząc byle co, za dużo, za szybko, za często i za tłusto…Wiem również, że nie możemy oczekiwać dobrego samopoczucia, łącząc w posiłkach proteiny z węglowodanami, wprowadzając do organizmu alergeny pokarmowe oraz wtedy, kiedy nasz organizm zajęty jest przez nadmiernie rozrośnięte kolonie pasożytów…( w odróżnieniu od symbiotycznych bakterii pożądanych w naszych jelitach)

Zgadzam się, że 2 tygodniowy pół-post, połączony z oczyszczaniem jelit i wątroby, jest metodą radykalną, jednak stosowaną regularnie na wschodzie, w Europie i coraz popularniejszą w Polsce. Wiele placówek SPA proponuje obecnie tego typu zabiegi. Jest to oczywiście jakaś opcja. Tego typu jednorazowe doświadczenie ma na celu zresetowanie wątroby, by wykorzystując dostępne środki, mogła ona „złapać nowy oddech” i w konsekwencji odciążać spowalniający się z wiekiem mechanizm przemiany materii.

Chciałam tego doświadczyć.

Zapewniam, że moja kuchnia nie jest uboga, a ja nie chodzę głodna, wręcz przeciwnie. Już od samego świtu, kiedy dzień rozpoczynam pisaniem, w obszernym garnku pod metalową pokrywką pyrka jedna z moich ulubionych kasz. Aromat kardamonu, cynamonu i imbiru wiruje wtedy po całym domu. W południe, w przerwie między kolejnymi akapitami tekstów, kuchenny blat ożywa na nowo. Wtedy pojawiają się nuty czosnkowe i cebulowe, kmin rzymski, mielony anyż i szafran. W tych smakowych oleistych mieszankach skąpane są różnorakie warzywa, blanszowane lub pieczone, tofu, czasem ryba. Do tego jadam fasolowe pasztety i pasty, smakowe humusy i pozbawione mąki chleby na bazie ziaren, polane ziołową oliwą, sokiem z cytrusów i z kapką gęstego balsamicznego octu. Zawsze pojawia się też zupa warzywna z soczewicą lub cieciorką, od której zaczynam lunch. Pijam świeżo wyciskane soki warzywne, a suszonymi na słońcu owocami przegryzam przed komputerem kolejne pomysły na bloga. Jadam skromnie, bez ciężkich sosów i tylko to, co wpierw widzę w całości, potrafię nazwać i ostatecznie przygotowuję sama. Nigdy też nie tworzę jednej potrawy dwa razy. Jestem kreatorką, a nie kucharką, przez co moja kuchnia jest bardzo urozmaicona, a potrawy świeże. Cieszę się naturalnym smakiem składników i przypraw z całego świata. To mi wystarcza dla zachowania dobrej kondycji, zdrowego szczupłego ciała i wigoru. Reasumując Metadieta bazuje na produktach w całości, wyklucza żywność przetworzoną, pięknie zapakowaną, pełną ulepszaczy, konserwantów i dziwnych niezrozumiałych dla mnie nazw na etykiecie. Prawo do przetwarzania produktów mam tylko ja 😉

A na blogu przede wszystkim namawiam do hartowania nowych nawyków, przekuwania lenistwa w pracę nad sobą, polubienia dyscypliny, pielęgnowania entuzjazmu, kiedy zauważamy te pierwsze dobre zmiany. Namawiam też do poszukiwań tego co i jak wpływa na dobrą kondycję ludzkiego organizmu.

Jak pisze w swoich dziennikach węgierski pisarz Sandor Marai, „dyscyplina jest jak morfina” ;-)…A wystarczy rozejrzeć się dookoła, by dostrzec, co dzieje się, kiedy jej brak…

Gwiazda internetu, a od nie dawna również TVP, krzepki 92 letni „dziadek Romek” – Antoni Huciński ujmuje to w takich słowach: ” trzeba trzymać się „za mordę” 😉

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress