replica watches fake rolex fake rolex replica watches swiss rolex watches online.
METADIETA MOJEJ TEŚCIOWEJ

METADIETA MOJEJ TEŚCIOWEJ

Całkiem niedawno zrozumiałam, że mama mojego męża, która nie pogardzi świeżo wytopioną słoninką z cebulką na pajdzie białego chleba, w pewnym bardzo ważnym aspekcie stosuje się do METADIETY…Zdarza jej się co prawda wstać w środku nocy i posilić się domową kanapką, jednak ilość i jakość po jaką sięga nawet o takiej porze, nie jest i nigdy nie była powodem jej problemów metabolicznych czy nadwagi.

Okrutne wojenne doświadczenia i ostatecznie udział dorastającej panny w Powstaniu Warszawskim sprawiły, że moja teściowa nie potrafi zasnąć bez kolacji, najlepiej zjedzonej tuż przed zaśnięciem! Od lat podjada też w nocy…I tu wszyscy powiedzieliby, ależ jaka to metadieta…wszystko odwrotnie! Otóż nie do końca…

Obserwuję nie tylko społeczności daleko rozsiane po świecie, obserwuję też ludzi starszych żyjących wokół mnie, z których nieliczni, w podeszłym wieku wciąż zaskakują moje pokolenie swoją witalnością. Obserwuję zatem również moją mamę  i powiem Wam, że widziałam, jak przez ostatnie 25 lat świadomie zmniejszała porcje posiłków, rezygnując z dokładania sobie na talerz kolejnych kęsów…

Co łączy zatem moją teściową z meta dietą?…Porcja, ekologia, sezonowość, zaufanie do produktu polskiego!,

-lubi mięsko ale je maleńko,

-lubi słoninkę ale je maleńko,

-lubi tylko masło na chlebie ale smaruje maleńko,

-lubi pomidory ale tylko latem,

-lubi mleko ale kupuje surowe ze wsi od chłopa i pija maleńko,

-lubi i robi pyszne pierogi z truskawkami ale je maleńko,

-lubi czekoladę, od lat te samą z „okienkiem pełnym orzechów laskowych”, ale je maleńko,

-nigdy nie kupiła produktu w proszku do zalania wrzątkiem…Budynie i kisiele zawsze przyrządza sama!

Nie tyka wszelakiej żywności przetworzonej, żadnych „mcdonaldowych” nowinek na słodko czy słono, alkoholu, choć nie tak dawno jeszcze zdarzało jej się smakować pewien ulubiony jajeczny trunek… Odkąd pamiętam talerz mojej teściowej z upływem lat się zmniejszał a ona sama szczuplała i nabierała krzepy. Nigdy też nie prosiła o dokładkę, a na takie propozycje z mojej strony, głosem nie znoszącym sprzeciwu odmawiała. Trzeba też dodać, że jest człowiekiem, którego nigdy nie tknął chirurgiczny skalpel a leki, o ile bywały potrzebne, ordynowała sobie sama, jako że  jest z wykształcenia…lekarzem 🙂

Mama skończyła w tym roku 85 lat. Jesienią nadal całymi dniami zbiera grzyby a potem robi z nich wspaniałe przysmaki w słodzonym occie… Zdarza jej się też raz w roku skoczyć pociągiem do Lwowa lub odwiedzać regularnie przyjaciółkę w Warszawie. Pakuje wtedy w podróż maleńki plecaczek pełen niezbędnych dla niej przedmiotów oraz maleńką kanapkę, którą jak zawsze zjada przebudzona po północy…Nie zamawia też kawy o poranku, by podnieść wciąż opadające ciśnienie lecz wzorem joginów, o których nigdy nie słyszała wykonuje asanę tzn.opuszcza głowę w głębokim skłonie…Podobno to szkoła przedwojenna 🙂

Moja teściowa od ćwierć wieku SIĘ POSILA a nie NAJADA…

W słowie POSILA jest przecież mowa o SILE jaką pożywienie dawać nam powinno…NAJADANIE SIĘ DO SYTA tę siłę nam odbiera…

I to jest pierwszy kluczyk metadiety – UMIAR, czyli zmniejszanie porcji nawet jeśli zostaniecie przy swoim bogatym we wszystko, co roślinne i zwierzęce jadłospisie 😉

p.s. kiedy mama autoryzowała ten tekst poprosiła o jedno, powiedziała – dodaj tylko, że dla dobrego zdrowia i długowieczności dobre jedzenie jest tylko jednym z elementów składających się na sukces.

Istnieje jeszcze co najmniej jeden aspekt, powiedziała moja teściowa:  zadowolenie z życia i optymistyczne spojrzenie na każdą okoliczność, inaczej nie ma sensu to całe zdrowe odżywianie!…Czytałaś ty moje dziecko sobie lub swoim dzieciom „POLLYANNĘ, zabawy w zadowolenie”?…-spytała na koniec.To powinna być lektura obowiązkowa dla dzieci, młodzieży i dorosłych, dodała moja teściowa posyłając mi tajemniczy uśmiech… 😉

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress