replica watches fake rolex fake rolex replica watches swiss rolex watches online.
Less-meat-arianizm

Less-meat-arianizm

  • / Możliwość komentowania Less-meat-arianizm została wyłączona

Mark Bittman, mój ulubiony felietonista New York Times’a bloger, autor kilku książek kucharskich ogłosił niedawno, że współczesny świat jest  gotowy na przyjęcie wegetarianizmu…Sam jednak nazwał siebie „flexitarianinem”. To nowa ale licząca już ponad 22 miliony Amerykanów grupa konsumentów deklarująca spożywanie mięsa raz w tygodniu.

Pewnie chcecie wiedzieć jak to jest ze mną?

15 lat temu przez 6 lat byłam semi-wegetarianką. Tak siebie nazywałam. Nie mając odpowiedniej wiedzy po prostu zrezygnowałam z mięsa ssaków  i wszelkiego ptactwa. Na moim talerzu pojawiały się ryby, sałatki i jaja. Tych ostatnich nie chciałam wtedy uznać za zwierzątka, choć z biologicznego punktu widzenia jajo jest kurczakiem tyle, że nie wysiedzianym przez kurę lub nie wygrzanym przez żarówkę…Nie docierał do mnie również fakt, iż zamroczony młotkiem świąteczny karp cierpi.. Dzień zaczynałam od twarogu z jogurtem, w chwilach głodu rzucałam się na żółty ser a  pajdami chleba z masłem i miodem zaspokajałam chęć na słodkie. Wieczorem znowu sięgałam po nabiał. Lodówka pełna była smakowych jogurtów. Rozgrzeszona przez reklamę i potakiwania lekarzy zajadałam się zdrowymi bakteriami. Nie pamiętam, żebym w owym czasie zwracała większą uwagę na warzywa… Koncentrowałam się głównie na owocach, pełnych  fruktozy, która jak dziś donoszą eksperci, w nadmiarze odkłada się w wątrobie w postaci tłuszczu. Byłam tak na prawdę  semi-lacto-wegetarianką tyle, że ze skórzanymi butami w szafie…

Lacto-wegetarianin, to ktoś, kto nie spożywa mięsa i ryb. Jak wszyscy wegetarianie kieruje się względami moralnymi i nie jest mu obojętne cierpienie zwierząt. Konsumuje jaja i  nie rezygnuje z produktów mlecznych zupełnie jakby zapominając, że współcześnie żyjąca krowa, mleczna czempionka, zapładniana jest  sztucznie na okrągło i  prawie w ogóle nie wytwarza już mleka dla cieląt  a jedynie dla nas ludzi. Jako matka mam z tym problem…Wiedząc, że układ nerwowy ( m.in.odczuwania ) wszystkich ssaków zbudowany jest identycznie  wyczuwam, że i krowa i cielę rozdzielone po porodzie cierpią fizycznie i psychicznie. A sama krowa, która  naturalnie w okresie laktacji dostarcza ok.4 tys. litrów mleka a w masowej produkcji potrafi wytworzyć nawet 19 tys.litrów, przechodzić musi w tym procesie jakieś niewyobrażalne katusze.. Czy jej wymiona są dziś ze stali? Co na to lacto-wegetarianie, czy mieści się to w etyce wegetariańskiej?

Kolejna grupa to weganie i frutarianie..Prowadzą życie na granicy ideału. Ci pierwsi odrzucili wszystko co pochodzi od zwierząt, mięso, ryby, niedogrzane żarówką kurczaczki w skorupkach, nabiał i wszelką skórzaną galanterię. Drudzy poszli o krok dalej, bardzo odważnie, szczególnie w naszym zimnym klimacie… O ile bycie frutarianinem w słonecznej Kalifornii wydaje mi się możliwe, o tyle przetrwanie mroźnej zimy  na surowych owocach jest chyba szaleństwem?

Wróćmy do mnie…

Od paru lat i przez większą część roku, z wielką przyjemnością jestem weganką… choć nie do końca…przecież mam jeszcze skórzaną torbę i lakierki w szafie…Jednak ponad 300 dni w roku  na moim talerzu zobaczyć można jedynie kasze, soczewice, fasole, oliwę, orzechy, zupy miso, sałatki, zapiekane warzywa, Smoothy warzywne, orzechy i ziarna orkiszu. Zamiast słodyczy jem świeże i suszone owoce. Kiedy tak się odżywiam czuję się wspaniale. Lekka, wyspana, szybciej myślę, mam więcej wigoru i zarażam innych nadmiarem energii. Żadnych wyprysków na ciele, bólu w stawach, a ich spolegliwość w asanach jogi jest dla mnie dowodem  na to, iż taka dieta to samo zdrowie.

Jednak… parę razy w roku mój organizm domaga się czegoś więcej. To chyba jakiś atawizm, że w mroźny, styczniowy dzień, na samą myśl o pieczonej w ziołach jagnięcinie mam w ustach  pełno śliny. Może paradoksalnie to dzięki jodze i stylowi życia jaki prowadzę nauczyłam się słuchać głosu i potrzeb mojego organizmu… Kocham zwierzęta, nie jest mi obojętny ich los. Bywa, że ratuję im życie…

W kwestii zaspakajania moich kulinarnych potrzeb chcę  pozostać ze sobą szczera. Inaczej pojawi się frustracja i życie przestanie smakować. A smakować właśnie powinno! I jeżeli 5 razy w roku odzywa się we mnie potrzeba zjedzenia mięsa ptaka, ryby czy jajka to wiem, że są to dni  wyrównania jakiegoś niedoboru w moich tkankach, a może po prostu tęsknota za smakiem i być może jakimś splotem miłych okoliczności, w których ten smak zaistniał? Jadę  wtedy na sopocki rynek, gdzie większość straganów należy do okolicznych Kaszubów i wybieram produkt ekologiczny. Staram się, aby jak najmniej  mi szkodził. Kieruję się kulinarną prostotą rozwiązań mojej prababci. Nie smażę lecz piekę. Obtaczam w ziołach i całych głowach czosnku. Nacieram pieprzem, posiekanym imbirem i cząbrem.

Kiedy zasiadam z najbliższymi do obiadu na moim talerzu ląduje 1/3 zwierzęcego białka, ot dziecinna piąstka, a 2/3 porcji stanowią warzywa. To dziwne ale jedząc ten kawałek zwierzęcia myślę wtedy o nim… Wzorem BUDDYJSKICH mnichów z klasztoru w Sikkim na pograniczu Indii i Księstwa Butanu, których odwiedziłam przed laty, a którzy żyjąc u podnóży Himalajów jedzą zimą mięso yaka z ryżem, dziękuję zwierzęciu za możliwość posilenia się w ten sposób…

I oto cała prawda. Nie jestem prawdziwą wegetarianką i nigdy nie byłam. Ani tą lacto, bo nabiału nie jadam od lat, ani fructo-weganką, bo bywa, że zjem jajko. No i nadal posiadam skórzane buty i pasek… Jestem ekstremalną ” less-meat-arianką”, która jest pewnie na drodze ku ostatecznej i być może najlepszej przemianie…

I myślę sobie, że gdyby ” less-meat-arianizm” był praktykowany  przez wszystkich mieszkańców naszego globu, poprawiłoby to z pewnością sytuację zwierząt hodowlanych, przywróciłoby równowagę w  środowisku naturalnym ale przede wszystkim, równowagę w zwierzęcych… ludzkich organizmach.

A tak przy okazji, 23 marca 2013 Ministerstwo Zdrowia przyznało, iż dobrze zbilansowana dieta wegetariańska jest w świetle ostatnich badań wystarczająca i pod względem odżywczym kompletna. Przy tej okazji wydało zgodę na wprowadzenie takiej diety do przedszkoli dla dzieci rodziców, którzy taką dietę stosują w swoich domach. Jeszcze rok temu Ministerstwo Zdrowia w tym temacie było nieprzejednane! Dziś zmienia stanowisko! Ciekawe kiedy MZ przyzna rację biochemikom amerykańskim w innych żywieniowych kwestiach…

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress